Pojawiły się głosy, że rynki wschodzące mogą być w tym roku motorem wzrostów na światowych giełdach. Patrząc na dynamikę PKB większości z nich wydaje się to mieć jakiś sens. Pytanie tylko jak bardzo jest to już dyskontowane w cenach akcji tego sektora…
Co było
Rok 2006 na pewno należał do bardzo udanych dla światowych tygrysów. Według firmy badającej światowe fundusze inwestycyjne – Lepper – średnia stopa wzrostu dla funduszy emerging markets wyniosła
31,9 proc., z których
11,6 proc. zostało wypracowane w IV kwartale.
Najwięcej zyskały fundusze inwestujące w region Chin, bo było to
61,5 proc. Na drugim miejscu znalazły się fundusze Ameryki Łacińskiej –
43,7 proc. Natomiast średnia stopa zwrotu, a raczej wzrostu – bo nie bierzemy przecież pod uwagę innych czynników – dla funduszy światowych wyniosła
25,5 proc.
.jpg)
Ostatnio pojawiły się głosy, że ten rok może należeć nadal do rynków wschodzących. Byłby to już szósty rok z rzędu, w którym dawałyby one ponadprzeciętne stopy zysku. Wydaje się to mieć swoje podstawy. Przez ostatnie pięć lat średnie
wynagrodzenie w Chinach podwoiło się (dochód do dyspozycji per capita w miastach, gdzie żyje 500 mln ludzi był po 3 kwartałach o
10 proc. większy niż w roku 2005), stopy procentowe w Brazylii są najniższe od dwóch dekad (
13,25 proc.) a wartość pożyczek w indyjskich bankach wzrosła o 35 proc. w przeciągu ostatnich dwóch lat. Według raportu McKinseya liczba gospodarstw domowych osiągających dochód ponad 10 tys dol. rocznie rośnie ciągle ponad 20 proc. rocznie.
Co nas czeka
JPMorgan Chale, UBS oraz Credit Suisse przewidują, że indeks rynków wschodzących – MSCI Emerging Markets Index– wzrośnie w nowym roku o
15 proc. W 2006 r. było to 29 proc. jednak „tygrysie” rynki są relatywnie najdroższe w porównaniu do rynków rozwiniętych od 1999 r.
MSCI Emerging Markets Index zawiera 25 rynków z Azji, Europy Wschodniej, Ameryki Łacińskiej oraz Bliskiego Wschodu. Ubiegły rok zakończył ustanowieniem rekordu na poziomie 912,65 pkt.Był to już zatem czwarty rok tego indeksu zakończony zwyżkami i zarazem najdłuższa taka seria w jego 19-letniej historii. Z drugiej strony Morgan Stanley przewiduje uplasowanie się MSCI na poziomie 980 pkt. czyli
7 proc. wzrost w tym roku. Jak twierdzi Mark Mobius zarządzający funduszami Templeton Asset Management najlepszą okazją w tym roku będą spółki, których „przychody opierają się na wzroście dochodów konsumentów i chęci ich wydawania”. Sensowne wydaje się więc założenie, że rynki wschodzące dadzą zarobić, ale już mniej niż w roku poprzednim.
Wydaje się więc, że
ten rok może jeszcze nie być końcem hossy. Dotyczy to również GPW, która przecież wchodzi w skład rynków wschodzących. Prawdopodobne jest jednak, że czekać nas może
korekta. Znaczenie ma tu duże ryzyko w inwestowaniu na emerging markets. Przypomnieć wystarczy
niedawną historię z Tajlandii. Dodając do tego ewidentnie wysokie poziomy tych rynków niektórzy analitycy zalecają ostrożność.
Na przykład UMB Scout International Fund zalecił zmniejszenie zaangażowania portfela w rynki wschodzące z 15 proc. w ubiegłym roku
do 10 proc. w tym. Gdyby pojawiło się więcej takich rekomendacji będzie to oznaczać początek korekty. Jednak silne podstawy makroekonomiczne w Chinach, Indiach, Brazylii i przecież także w Polsce
powinny zagwarantować zyski z inwestycji w tygrysie rynki. No, chyba, że wydarzy się coś nieprzewidywalnego, coś…amerykańskiego..