Masz kredyt sub-prime? Dzwoń: 1-888-995-HOPE. Bush ci pomoże
 Oceń wpis
   

Problemem amerykańskich kredytobiorców zagrożonych zlicytowaniem ich majątków zajął się Biały Dom, z prezydentem Bushem na czele. Ten ostatni obiecał, że spłaty w niektórych przypadkach mogą być odroczone nawet na 5 lat.

Pogłoski o sprawie pojawiły się na rynku już kilka dni temu, jednak kropkę nad i postawił sam prezydent USA oznajmiając, że właściciele domów zasługują na pomoc rządu.

Tym samym Bush rozpoczął ryzykowną grę, w której będzie musiał uważać na głosy tych, którzy swoje kredyty spłacają, mimo nawet trudnej sytuacji finansowej. Sam prezydent nie mógł się zresztą do tego nie odnieść:

"Nie ma idealnego rozwiązania. Jednak kroki, które dziś podjąłem są rozsądnym rozwiązaniem dla trudnych wyzwań, które nas czekają. Nie powinniśmy wspierać pożyczkodawców, spekulantów na rynku nieruchomości czy kredytobiorców, którzy zaciągali kredyty, wiedząc, że mogą mieć problemy z ich spłaceniem" – mówił dla agencji AP.

Szacuje się, że 1,2 mln osób może skorzystać z rządowego planu, jednak, jak podają specjaliści, zaledwie mały procent z nich będzie mogło liczyć na zamrożenie rat na 5 lat. Większość uzyska pomoc w refinansowaniu kredytów.

Jak to często w przypadku wielkich planów bywa, szczegóły nie są jeszcze znane. Jednak stworzono już infolinię dla zainteresowanych: 1-888-995-HOPE. Amerykańskie, prawda?

Jest i oczywiście drugie dno. Właściwie chodzi bardziej nie o samą pomoc obywatelom, co powstrzymanie nieco bessy na rynku nieruchomości. Problemy ze spłatami to przecież licytacje domów, a te zasilą pulę sprzedaży, ceny spadną itd.

I jeszcze jedno – to dowód na to, że problem sub-prime połączony z rynkiem nieruchomości jest poważny. Spotkałem się bowiem z wypowiedziami, że to tylko nabijanie "małych" w butelkę przez wielkie instytucje finansowe i FED, a tak naprawdę żadnego problemu nie ma. No – chyba, że także "sama góra" macza w tym palce..
Komentarze (3)
A jednak FED obetnie...
 Oceń wpis
   

A jednak, to co nie tak dawno wydawało się dla mnie mało prawdopodobne, teraz przybiera realnych kształtów – FED najprawdopodobniej znów obniży stopy procentowe.


I nie chodzi tu o wypowiedź vice-szefa tej instytucji Donalda Kohna, którego ulubionym ostatnio przymiotnikiem jest "szybki". Nie – wczoraj swojego głosu na ten temat udzielił sam Ben Bernanke.

"Perspektywa gospodarki znów podlega pewnym turbulencjom. Musimy stać w gotowości i być gotowi do podjęcia odpowiednich kroków" – mówił szef FED.

"11 grudnia Komitet Otwartego Rynku rozważy najnowsze dane makro o zatrudnieniu, wydatkach konsumenckich i finansach." – dodał.

Zakomunikował również, że oczekuje wzrostu dochodów gospodarstw domowych oraz ich wydatków, ale w kombinacji ze słabymi danymi z rynku nieruchomości, drogą ropą, bardziej restrykcyjną polityką kredytową i spadkami na giełdach spodziewa się również zawirowań w najbliższych miesiącach.

ZOBACZ TAKŻE: FED znów uratuje giełdy?

Innymi słowy: najpierw musi być jeszcze gorzej, aby potem było lepiej? Całkiem możliwe. Z pewnością jednak, decyzja FED wydaje się już przesądzona. Inwestorzy będą mieli powód, aby podciągnąć indeksy nieco w górę przed końcem roku. Z drugiej strony – wedle słów Bernanke, z pewnością jeszcze parę przysłowiowych już "trupów z szafy" wyjdzie.

Tak czy siak – czuć słabość gospodarki USA, zobaczymy jak szybko wygrzebie się ona z tych kłopotów.
Komentarze (4)
Microsoft kupił 1,6 proc. akcji Facebooka za 240 mln dolarów
 Oceń wpis
   
Microsoft kupując zaledwie 1,6 proc. akcji serwisu Facebook za 240 mln dolarów, wycenił cały projekt na bagatela 15 mld dolarów.

Młody (23 lata) założyciel serwisu - Mark Zuckerberg - jednak się ugiął i sprzedał kawałek swojego imperium. To chyba właściwe słowo, bo serwis ma 50 mln aktywnych użytkowników.

Facebook ma wejść na amerykańską giełdę, ale Zuckerberg postanowił przesunąć termin o przynajmniej 2 lata.

W poprzednim roku Facebooka za 1 mld dolarów chciał kupić serwis Yahoo, jednak propozycja giganta została odrzucona.

Zobaczymy co na to akcjonariusze spółki z Redmond, informacja została podana po zakończeniu sesji w USA. Microsoft chyba jednak potrzebował tej spektakularnej transkacji - jego konkurent Google od początku roku zyskał już ponad 45 proc. podczas gdy akcje Microsoftu niecałe 5 procent.

Powstaje nam kolejna bańka internetowa??
Komentarze (1)
Fani Formuły 1 też mogą inwestować
 Oceń wpis
   

Dla fanów Formuły 1 na pewno ciekawy będzie raport o pieniądzach, które w tym sporcie są po prostu ogromne. Warto powiedzieć, że teamy wydają rocznie 2,5 mld dol. na starty w wyścigach, a budżety tych największych zamykają się w okolicach 400 mln dolarów.

Co w tym ciekawego dla inwestorów? Otóż, jak w każdym chyba biznesie i tu istnieje powiązanie z giełdą.

Chodzi mianowicie o indeks stworzony przez Dow Jones i Stoxx: Dow Jones STOXX Grand Prix. Indeks ten śledzi koniunkturę największych firm, które mają do czynienie z Formułą 1 – czy to jako sponsorzy, czy po prostu producenci silników.

Jeśli chodzi o tych ostatnich, to indeks uwzględnia pierwsze trzy miejsca wygranych konstruktorów w poprzednim sezonie, zwiększając odpowiednio ich wagi.

Interesujący jest skład indeksu, który przedstawia się następująco:
Nazwa Sektor
Udział proc. w indeksie
Renault auta i części
22,9
Fiat S. P.A auta i części
16,32
Bridgestone Corp. auta i części 12,93
DaimlerChrysler AG Reg auta i części
11,59
BMW AG auta i części
4,81
Honda Motor CO Ltd. auta i części
4,00
Toyota Motor Corp. auta i części
3,86
Petroleo Brasileiro Corp. ropa i gaz
2,84
Nippon Oil Corp. ropa i gaz
2,63
Royal Dutch Shell PLC ropa i gaz
2,60
Total S.A ropa i gaz
2,51
Exxon Mobil Corp. ropa i gaz
2,50
Petronas Gas Bhd. użyteczności
2,49
Vodafone Group PLC telekomunikacja
1,71
AT&T Inc. telekomunikacja
1,64
ING Group Inc. ubezpieczenia
1,45
Matsushita Electric Industrial elektronika
1,36
Altria Group Inc. elektronika
1,21
Spyker Cars N.V. auta i części
0,64

Na pewno najbardziej interesują Was wyniki indeksu. Od jego początku(31 grudnia 1996 r.) do dziś zyskał on 190 proc. licząc w euro. Rok do roku było to prawie 30 proc., a od początku 2007 r. indeks "dał zarobić" 17,5 procent.

Indeks radzi sobie lepiej niż biorący pod uwagę całą Europę DJ Stoxx 50. W przeciągu dwóch ostatnich lat DJ Stoxx Grand Prix zyskał ponad 40 proc. na wartości, podczas gdy ten drugi niecałe 18 proc. Biorąc pod uwagę, że jednak dynamika mniejszego indeksu jest wyższa porównajmy go do WIG20. Rok do roku polski indeks blue-chipów zyskał 27 proc., a indeks Formuły 1.....28 procent.

Na obrazku poniżej widzimy porównaniu DJ Stoxx 50(kolor jaśniejszy) z DJ Stoxx Grand Prix(ciemniejszy) na przełomie dwóch lat:


To dobry wynik, zważywszy, że opinia o Polsce to przecież "szybki, rozwijający się rynek". Czyżby więc Formuła 1 rozwijała się z prędkością emerging markets? Dla fanów Roberta Kubicy oraz sportów motorowych odpowiedź na pewno będzie twierdząca.

ZOBACZ TAKŻE:

Formuła 1 tylko dla wybranych

Komentarze (0)
USA: To może być najgorszy III kw. od 5 lat
 Oceń wpis
   

Jeśli mowa o kryzysie, spowolnieniu gospodarczym czy nawet recesji to nic innego lepiej tego nie obrazuje jak wyniki firm. W końcu wszystkie te przewidywania o których pisze się w komentarzach mają na celu przewidywanie zysków spółek – bo to w większości inwestorów(akcyjnych) interesuje.

W niedzielę kończy się trzeci kwartał, więc za kilka tygodni spółki zaczną publikować wyniki za ten okres. Amerykanie nie byliby sobą, gdyby już wszystkiego nie wiedzieli.

I tak agencja Thomson szacuje, że w III kw. wzrost będzie najgorszy od 5 lat: 4,4 procent. S&P idzie jeszcze dalej i prognozuje zaledwie 2,1 procent. Równocześnie analitycy zastrzegają, że szacunki są konserwatywne i mogą pozytywnie zaskoczyć(?).



Źródło: Dane CNBC

Nawiązując do bliskości indeksów do historycznych rekordów(i jak napisał Macelot z wyjątkiem Nasdaqa, który w 2000 r. "wykręcił" 5 tys. pkt) może to oznaczać, że rekordowe poziomy okażą się chyba silnym oporem – w kontekście słabych wyników za III kwartał.

Do końca roku pozostaje jednak jeszcze IV kwartał. Ten statystycznie najlepszy kwartał powinien przynieść ulgę inwestorom. Jak prognozują wyżej wymienione instytucje wzrost zysków w tym okresie ma być dwucyfrowy.

Jak nietrudno się domyślić najbardziej ucierpią sektory finansowe i budownictwa. Sęk w tym, że sektor finansów to prawie jedna trzecia(28 proc.) zysków całego indeksu S&P500.

Po drugiej stronie mogą znaleźć się spółki z szeroko rozumianego sektora technologicznego(IT), czyli Apple, Dell, który rozwija sprzedaż w Chinach, Nokia, spółki internetowe itd.

Oczywiście scenariusz ma zbyt dużo zmiennych, aby mógł być w pełni prawdziwy. Kto wie – być może zyski w III kw. nie będą aż takie złe, a może w IV kw. konsumenci stracą w ogóle chęci do zakupów i wzrost będzie już jednocyfrowy? Tak czy siak – ten scenariusz wydaje się najbardziej prawdopodobny.
Komentarze (6)
Bernanke: Strzał w kolano
 Oceń wpis
   

Czy Ben postąpił dobrze? A może chciał by było dobrze, a postąpił niewłaściwie?

Od zaskakującej decyzji o cięciu stóp o 0,5 proc. zastanawiałem się nad jej interpretacją. A właściwie euforyczną reakcją rynków. Wychodzi na to, że oczekiwania były tak duże, że inaczej być nie mogło. Natomiast zachowanie się giełd dzień po decyzji uważam już za przejaw logiki. W końcu – 0,5 procentowa obniżka stóp to przyznanie się, że w gospodarce jest źle. Do tego – możliwe, że nastąpiło ono za późno – gdy wymierne efekty kryzysu są już bardziej widoczne.

Doprowadziła do tego polityka Bernanke, który w przeciwieństwie do Greenspana nie antycypował, nie działał w zarodku, a raczej nie pozwalał się problemom rozprzestrzeniać.

Decyzja z pewnością nie była łatwa – choć przyjemna. W końcu, został bohaterem inwestorów, rycerzem na białym koniu. Patrząc na to co dzieje się na rynkach surowców i walut – chyba będzie musiał powywijać szabelką.
Presja inflacyjna rośnie

No właśnie – wróg numer 1 inflacji, strzelił sobie sam w kolano – i spowodował, że każdy kolejny dzień przynosi nowe szczyty ropy i EUR/USD. Może i okres jest trochę pechowy jeśli chodzi o ropę – strajki, tornada, sztormy. Wczoraj na przykład powodem pobicia kolejnego rekordu było tymczasowe zamknięcie platform w Zatoce Meksykańskiej w obawie o sztormy.

Fed poruszył niebo i ziemięKontrakty na ropę sięgnęły wczoraj nawet 83,90 dol. za baryłkę. Równocześnie wszyscy wyprzedają dolara. Najważniejsze para – eurodolar – osiągnęła wczoraj 1,41 – czyli kolejny historyczny szczyt.

Sentyment do dolara jest bardzo słaby, a ten powoduje aprecjację ropy. Kraje, które ją wydobywają sprzedają surowiec w amerykańskiej walucie, a kupują przeważnie w innych walutach, jak np. w euro. Wszystko to wzmaga presję inflacyjną, z którą Bernanke tak twardo walczył.

Z tych właśnie o to powodów wczorajszy spadek indeksów w USA i praktycznie tylko jednodniowa euforia jest uzasadniona. Zobaczymy jak dalej to się potoczy, warto będzie przyglądać się również obligacjom, których ceny powinny być podporą dla akcji.
Komentarze (5)
Polacy inwestują w fundusze - słusznie?
 Oceń wpis
   

Pod przygotowanym przeze mnie raporcie o Polakach inwestujących w fundusze rozgorzała mała dyskusja na temat oceny ryzyka inwestowania w TFI. Kto ma rację?

Wydaje mi się, że jednak ci, którzy śmiało akceptują ową niepewność co do stanu przyszłości(czytaj: ryzyka). Nie piszę tego, dlatego, że okres mamy taki, że wszyscy z wypiekami na twarzy patrzą jak rosną ich jednostki. Są inne powody.

Przede wszystkim – fundusze to przecież nie tylko akcje. To również inwestycje w obligacje, papiery skarbowe, surowce i masa innych produktów. Giełda spada, chcemy uratować zyski? Wystarcza telefon/ mail lub inna dyspozycja i za parę dni nasze pieniądze będą siedzieć w obligacjach.

Dodajmy do tego fakt, że coraz bardziej popularne stają się fundusze parasolowe, dzięki czemu od takiej konwersji nie zapłacimy nawet podatku.
Fakt – w przypadku masowych umorzeń, fundusze mają prawo odmówić takiej dyspozycji. Bardzo hipotetyczna sytuacja –ale jeśli nawet: fundusz to zdywersyfikowany portfel aktywów. Zdywersyfikowany znaczy zabezpieczony w jakimś stopniu przed ryzykiem. Stąd ich dynamika wzrostów nie odpowiada dynamice akcji na GPW. Ale z drugiej strony – także dynamika spadków jest mniejsza.

Zakładając, że klient(inwestor powiedzmy) kupuje najbardziej ryzykowne fundusze akcyjne – jego strategia powinna być jednak długookresowa. To z kolei powinno iść w parze z wymiernymi zyskami. Strata kilku procent, zanim jednostki się umorzą powinna być akceptowalna przez klienta. Tu trzeba jednak zwrócić uwagę na fundusze małych i średnich przedsiębiorstw, których aktywa nie są tak duże – te narażone są w większym stopniu na straty.

Raport: Polacy kochają funduszeWszystko to jednak wymaga jednej rzeczy – pewnej świadomości inwestycyjnej. Fundusze, które z założenia stworzone są dla mniej doświadczonych inwestorów, mimo wszystko wymagają śledzenia od czasu do czasu danych, gospodarki. W największym stopniu dotyczy to oczywiści funduszy akcyjnych. To już nie jest lokata, gdzie wsadzało się pieniądze i zapominało na ileś lat. Oczywiście w teorii – taka strategia i tak powinna być opłacalna(chyba nie dążymy do zagłady Polski, prawda?) ale o wiele mniej efektywna niż kierowanie strumienia pieniędzy do różnych szuflad w zależności od sytuacji. Miejmy nadzieję, że nie wygląda to tak:


Wydawałoby się, że można by powiedzieć: „Ludzie, kupujcie fundusze, na nich nie da się stracić”. A może nie zauważyłem czegoś, co przemawia jednak za teorią bańki spekulacyjnej?
Komentarze (1)
...w środku jest Intel
 Oceń wpis
   
Wydawać by się mogło, że duopol to bardzo dobra sytuacja na rynku. Jak pokazują jednak opublikowane wyniki Intela za IV kwartał 2006 r. wcale tak nie musi być.

Wyniki największego producenta procesorów na świecie – Intela – były długo oczekiwane przez inwestorów. Część analityków twierdzi, że od jego wyników zależeć będzie przebieg całego tygodnia na giełdach w USA. Co więcej te wyniki mają przekład na całość branży, która ma ambicje stać się wiodącą w tym roku.

Wracając do meritum – Intel zawiódł. Zysk netto za ostatni kwartał 2006 r. wyniósł 1,5 mld dol. co w porównaniu do IV kw. 2005 r. (2,45 mld dol.) daje spadek o 39 proc. To dużo. Jednak już same przychody zmieściły się w przewidywaniach analityków oraz nie odbiegały znacząco od roku 2005 (co też super pozytywną informacją nie jest). Przychody netto w IV kw. wyniosły mianowicie 9,6 mld dol. w porównaniu z 10,2 mld dol. w tym samym kwartale 2005 r.

Głównym powodem słabszego zysku netto jest konkurencja – AMD (Advenced Micro Devices). Intel, aby utrzymać udział w rynku został zmuszony do wojny cenowej z AMD. To spowodowało, że marże producenta procesorów zmalały. W IV kw. marża brutto spadła do 49,6 proc. z 61,8 proc. w poprzednim roku. Dyrektor finansowy Intela, Andy Bryant, przewiduje, że marża brutto z całego 2007 r. wyniesie ok. 50 proc. W latach 2003 – 2005 jej średnia wysokość to 61,8 proc.

W całym 2006 r. Intel zanotował 35,4 mld dol. przychodów przy 5 mld dol. zysku netto. W roku 2005 te wartości wynosiły odpowiednio: 38,8 mld dol. oraz 8,7 mld dol.

Czym pochwalił się zatem Intel? Na przykład zakończeniem prac nad nową generacją procesorów budowanych w architekturze 45nm(nanometrów), których produkcja jest zaplanowana na połowę tego roku. Robocza nazwa tego typu procesorów to Penryn.
Firma rozpoczęła również sprzedaż czterordzeniowych procesorów dedykowanych dla serwerów oraz zwykłych PC. Warto wspomnieć, że aż połowa ze sprzedanych przez Intela procesorów w IV kw. to procesory dwurdzeniowe.

Jak radzą sobie konkurenci w ekstremalnych warunkach można zobaczyć poniżej:

Spadła natomiast produkcja płyt głównych. Produkcja chipsetów pozostała na w miarę niezmienionym poziomie natomiast swoje rekordy zanotowały działy pamięci flash oraz generalnie mikroprocesorów.

Reasumując…szkoda. Szkoda dlatego, że liczyłem na coś lepszego i wyraźny powód do zwyżki spółek technologicznych. Przychylam się bowiem do zdania tych analityków, którzy prognozują dobry rok dla tego sektora. Cóż – wojna cenowa też ma swój kres. Liczę na to,szczególnie w perspektywie wyników innych "wielkich" tej branży.
Komentarze (11)
Vice-prezes FED o gospodarce USA
 Oceń wpis
   
Vice-prezes FED - Donald Kohn – przemawiał dziś podczas spotkania w Klubie Rotariańskim. Mimo, że jego słowa brzmiały raczej „jastrzębio” – wydźwięk mowy był pozytywny.

Kohn odniósł się podczas przemówienia do kilku kwestii. Przede wszystkim powiedział, że jest „ciągle za wcześnie”, aby bank centralny poluźnij swoją politykę wobec inflacji. „Jest ciągle za wcześnie na stwierdzenie, że ubiegłoroczna presja na wzrost cen (wiosna i lato) zmniejsza się” – powiedział. Dodał, że byłoby niedojrzałym sądzić, że inflacja maleje. Tym samym o cięciach stóp na najbliższych posiedzeniach komitetu możemy zapomnieć.

Ale z drugiej strony – zapowiedział, jeszcze w tym roku, wzrost koniunktury w Stanach Zjednoczonych. „Na rynku pojawiły się pierwsze oznaki zwolnienia gospodarki” –dodał, aby za chwilę uspokoić: „Moim zdaniem to jeszcze nie jest czas na to, myślę, że czeka nas dobry rok”. W tym miejscu zgodziłbym się z nim. Uważam, że w tym roku zarówno USA jak i Europę i Azję czeka jeszcze wzrost indeksów.

Odniósł się również do rynku nieruchomości: „Liczba nowych budów jest już niedaleko osiągnięcia oporu, jednak ryzyko dalszych spadków jest jednak większe niż odwrotnego stanu”. Trudno nie zgodzić się Kohnem – ostatnie dane o rosnących wynagrodzeniach i większej liczbie zatrudnionych mogą przyczynić się do spowolnienia spadku tego rynku.

Kohn to prawdziwy weteran banku centralnego. Przepracował tam 37 lat (obecnie ma 64). Ciekawe dlaczego nie odszedł do jakiejś spółki na stanowisko prezesa? Zapraszamy do PKO BP Panie Kohn! Przez ostatnie 4 posiedzenia FED głosował za pozostawieniem stóp na tym samym poziomie.
Komentarze (3)
Rynki wschodzące mogą pomóc hossie
 Oceń wpis
   
Pojawiły się głosy, że rynki wschodzące mogą być w tym roku motorem wzrostów na światowych giełdach. Patrząc na dynamikę PKB większości z nich wydaje się to mieć jakiś sens. Pytanie tylko jak bardzo jest to już dyskontowane w cenach akcji tego sektora…

Co było

Rok 2006 na pewno należał do bardzo udanych dla światowych tygrysów. Według firmy badającej światowe fundusze inwestycyjne – Lepper – średnia stopa wzrostu dla funduszy emerging markets wyniosła 31,9 proc., z których 11,6 proc. zostało wypracowane w IV kwartale.

Najwięcej zyskały fundusze inwestujące w region Chin, bo było to 61,5 proc. Na drugim miejscu znalazły się fundusze Ameryki Łacińskiej – 43,7 proc. Natomiast średnia stopa zwrotu, a raczej wzrostu – bo nie bierzemy przecież pod uwagę innych czynników – dla funduszy światowych wyniosła 25,5 proc.
Ostatnio pojawiły się głosy, że ten rok może należeć nadal do rynków wschodzących. Byłby to już szósty rok z rzędu, w którym dawałyby one ponadprzeciętne stopy zysku. Wydaje się to mieć swoje podstawy. Przez ostatnie pięć lat średnie wynagrodzenie w Chinach podwoiło się (dochód do dyspozycji per capita w miastach, gdzie żyje 500 mln ludzi był po 3 kwartałach o 10 proc. większy niż w roku 2005), stopy procentowe w Brazylii są najniższe od dwóch dekad (13,25 proc.) a wartość pożyczek w indyjskich bankach wzrosła o 35 proc. w przeciągu ostatnich dwóch lat. Według raportu McKinseya liczba gospodarstw domowych osiągających dochód ponad 10 tys dol. rocznie rośnie ciągle ponad 20 proc. rocznie.

Co nas czeka

JPMorgan Chale, UBS oraz Credit Suisse przewidują, że indeks rynków wschodzących – MSCI Emerging Markets Index– wzrośnie w nowym roku o 15 proc. W 2006 r. było to 29 proc. jednak „tygrysie” rynki są relatywnie najdroższe w porównaniu do rynków rozwiniętych od 1999 r.

MSCI Emerging Markets Index zawiera 25 rynków z Azji, Europy Wschodniej, Ameryki Łacińskiej oraz Bliskiego Wschodu. Ubiegły rok zakończył ustanowieniem rekordu na poziomie 912,65 pkt.Był to już zatem czwarty rok tego indeksu zakończony zwyżkami i zarazem najdłuższa taka seria w jego 19-letniej historii. Z drugiej strony Morgan Stanley przewiduje uplasowanie się MSCI na poziomie 980 pkt. czyli 7 proc. wzrost w tym roku. Jak twierdzi Mark Mobius zarządzający funduszami Templeton Asset Management najlepszą okazją w tym roku będą spółki, których „przychody opierają się na wzroście dochodów konsumentów i chęci ich wydawania”. Sensowne wydaje się więc założenie, że rynki wschodzące dadzą zarobić, ale już mniej niż w roku poprzednim.

Wydaje się więc, że ten rok może jeszcze nie być końcem hossy. Dotyczy to również GPW, która przecież wchodzi w skład rynków wschodzących. Prawdopodobne jest jednak, że czekać nas może korekta. Znaczenie ma tu duże ryzyko w inwestowaniu na emerging markets. Przypomnieć wystarczy niedawną historię z Tajlandii. Dodając do tego ewidentnie wysokie poziomy tych rynków niektórzy analitycy zalecają ostrożność.

Na przykład UMB Scout International Fund zalecił zmniejszenie zaangażowania portfela w rynki wschodzące z 15 proc. w ubiegłym roku do 10 proc. w tym. Gdyby pojawiło się więcej takich rekomendacji będzie to oznaczać początek korekty. Jednak silne podstawy makroekonomiczne w Chinach, Indiach, Brazylii i przecież także w Polsce powinny zagwarantować zyski z inwestycji w tygrysie rynki. No, chyba, że wydarzy się coś nieprzewidywalnego, coś…amerykańskiego..
Komentarze (0)
1 | 2 | 3 |
Najnowsze komentarze
2009-12-04 13:40
RoBo_invest:
Spekulacja to jest to?
Spekulacja jest zle rozumiana. Spekulacja to taktyka inwestycyjna majaca za zadanie zarobic na[...]
2009-11-22 18:12
RoBo_invest:
Masz kredyt sub-prime? Dzwoń: 1-888-995-HOPE. Bush ci pomoże
szkoda, ze my nie mamy takich extra numerow:D
2008-04-27 13:05
Dawidosław:
Jak zarobić miliard dolarów i pokonać system
hehe dobre no nie??:D tez sie usmiałem
Kategorie
Polska Świat
O mnie
Paweł Satalecki
Zawodowo związany z finansami, giełdą i ekonomią.